Śniłeś mi się. Byliśmy parą szaleńczo zakochanych ludzi. Czułam realną tęsknotę, gdy nie pojawiałeś się na kolejnych kadrach. Odgrywałam cierpliwie swoją rolę turystki, wiedząc że pośród niezliczonych, niespodziewanych, znajomych twarzy pojawisz się znowu. Byliśmy tam parą z tytułu, prawdziwą, z przeszłością zapewne kolorową. Trochę żałuję, że jej nie poznam. Nie ważne. Byłeś Ty – uśmiechnięty i wpatrzony, całowałeś jak gdybym miała zaraz zniknąć, a przecież to Ty ciągle znikałeś, aż do otwarcia oczu. Nie jestem smutna, miło że wpadłeś na chwilę. Dobrze, że nie piliśmy herbaty.
Dzisiaj, to:


















